Leonardo da Vinci i Michał Anioł: światło geniuszu, mrok rywalizacji
Obaj wznoszą się na artystyczne wyżyny, by stworzyć coś, co na wieczność zapisze się w historii sztuki: dwa arcydzieła! Są całkowicie od siebie różne, chodzi bowiem o „Ostatnią wieczerzę” i „Pietę”.
Leonardo jest opłacany przez Ludwika Sforzę. Nie oznacza to jednak, że Sforza powinien korzystać z jego usług tylko w celu upiększenia własnej siedziby. Może wykorzystać pracę Leonarda także jako monetę przetargową, żeby zadowolić osoby, z którymi chce utrzymać dobre relacje i od których chce otrzymywać przysługi. I tak w 1494 roku da Vinci dostaje od Sforzy zlecenie udekorowania ściany refektarza w klasztorze dominikanów (tak, dominikanie są także w Mediolanie) pod wezwaniem Santa Maria delle Grazie. Zakonnicy życzą sobie dwóch malowideł na wąskich ścianach sali. Z jednej strony ukrzyżowanie, a z drugiej ostatnia wieczerza.
Ukrzyżowaniem zajmuje się niejaki Donato Montorfano, potomek rodu mediolańskich malarzy: jego dziadek, Abramo Montorfano, pracował – ni mniej, ni więcej! – w katedrze w Mediolanie! Trzydziestoczteroletni artysta, oprócz tego, że pochodzi z artystycznej rodziny, jest prawdziwym mistrzem. I zachowuje się jak na mistrza przystało: zaledwie rok po rozpoczęciu pracy jego ukrzyżowanie jest gotowe. Dzieło stworzone zgodnie z zasadami sztuki, doskonałe pod każdym względem, ukończone w ustalonym terminie; sprawnie, bez problemów, bez kontrowersji, bez nieprzyjemnych incydentów. Dominikanie są wymagający, ale w tym przypadku mogą tylko podziwiać.
Natomiast Leonardo, jak...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

